odLOTTOwe
ferie w Czarnoszycach
ferie w Czarnoszycach
Wtorek przywitał nas aurą, która wyraźnie powiedziała: „Zostańcie w domu!”.
Nasze plany na leśne podchody i spacer edukacyjny musiały ustąpić miejsca kreatywnemu szaleństwu w murach świetlicy. Ale spokojnie – my się śniegu (ani nudy) nie boimy!
Okiełznanie energii naszej ekipy w zamkniętym pomieszczeniu to sport ekstremalny, ale daliśmy radę, a śmiechu było co niemiara.
Oto jak przetrwaliśmy (i to w jakim stylu!) ten intensywny dzień:
Dzień zaczęliśmy od wielkich braw! Marta, nasza wczorajsza „Mistrzyni Dźwięków”, odebrała swój zasłużony laur – pamiątkowy medal-magnes. Jej duma była wręcz namacalna!
Zaraz potem świetlica zamieniła się w prawdziwe studio telewizyjne.
Graliśmy w „Familiadę” na specjalnie przygotowanych przyciskach! Emocje były tak duże, że Karol Strasburger mógłby nam zazdrościć refleksu (i sucharów, bo humory dopisywały każdemu). Odpowiedzi padały lawinowo, a zmagania były naprawdę zacięte!
Kto powiedział, że w świetlicy nie można przeżyć przygody? Nasze dzieciaki udowodniły, że wystarczy im kawałek przestrzeni i garść wyobraźni!
Podczas gdy jedni w skupieniu oddawali się tworzeniu kolorowych bransoletek, z precyzją dobierając koraliki i nawlekając je na sznurki, inni, z dbałością o każdy szczegół, budowali pod stołem Tajemną Bazę. Wejście tylko dla wtajemniczonych, a pilnowanie jej granic to była poważna misja!
W międzyczasie parkiet płonął przy:
Ciuciubabce z liczbami (gdzie orientacja w terenie i szybkie liczenie były na wagę złota!),
Balonowym zbijaku (bezpieczna dawka adrenaliny i mnóstwo śmiechu),
Zaciętych meczach w piłkarzyki, gdzie królowała sportowa rywalizacja.
Nasze wspólne posiłki to już legenda! Śniadanie było na bogato: różne rodzaje płatków na ciepło i zimno, gęste jogurty i rozgrzewający kisiel. I tutaj mały, ale ważny fakt: każde dziecko wie, że ma swój własny, oznaczony markerem kubek!
To sprawia, że wszyscy dbają o swoje naczynia, a chaos przy napojach jest nam obcy. Mała rzecz, a cieszy (i uczy odpowiedzialności!).
Jednak to, co stało się z warzywami i owocami, to czysta magia – zniknęły w mgnieniu oka!
Królowały chrupiące ogórki i soczysta papryka, a owocowym hitem absolutnym okazało się egzotyczne KIWI, rozchwytywane od pierwszej do ostatniej sztuki.
Obiad? Wybór menu sprawił, że talerze lśniły czystością szybciej, niż zdążyliśmy powiedzieć „smacznego”.
Po obiedzie przyszedł czas na kolejną lekcję Belgijki.
Zaczęło się od ostrożnych kroków, ale szybko przerodziło się w radosne szaleństwo na parkiecie, gdzie rytm pomieszał się z salwami śmiechu, a wspólna energia unosiła się w powietrzu!
Kiedy kurz już opadł, a świetlica powoli pustoszała, na posterunku pozostała ona – Nadia.
Niczym kapitan, który jako ostatni schodzi z pokładu, pilnowała porządku w naszej „bazie” do samego końca.
Z uśmiechem i spokojem dopilnowała, aby wszystko było na swoim miejscu.
Nadia, dzięki za Twoją wytrwałość i czujność!
Co nas czeka jutro? Mamy nadzieję na lepszą pogodę, ale po dzisiejszym dniu wiemy jedno: nawet jeśli będzie armagedon, my i tak będziemy się świetnie bawić, bo w naszej świetlicy kreatywności i dobrej zabawy nigdy nie brakuje!
Gry i zabawy
Bransoletki
Nasz śniadaniowy bufet i restauracyjny obiad